Szukaj

Koronawirus – nie dajmy się zwariować!

Nanupaja, 5 marzec 2020
Koronawirus – nie dajmy się zwariować!

Koronawirus – nie dajmy się zwariować!

Pomysł na mój pierwszy tekst na blogu miałam zupełnie inny. Ale jak to w życiu bywa, są sprawy ważne i ważniejsze. Tą ważniejszą w tej chwili jest - KORONAWIRUS! Wiem, że sprawa jest bardzo poważna, ale czy aby nie wpadliśmy w jakąś psychozę?

Z każdej strony bombardują nas informacjami o zarażonych, hospitalizowanych, zmarłych,wyleczonych. Media mają raj - dziennikarze prześcigają się w newsach i nakręcają spiralę strachu. Widzę już sypiące się na mnie gromy – co ona gada? Przecież dziennikarze tylko informują i ostrzegają! Ale spokojnie - znam sprawę od kuchni – wiele lat pracowałam w mediach - i wiem co mówię. Doskonale znam bowiem te naciski od „góry” i pretensje, że czegoś, co inne media już mają, my ciągle nie mamy, więc co robią dziennikarze? Na siłę, by zadowolić „górę” i pokazać, że też potrafi się szukać newsów piszemy cokolwiek. Aby było. Przykład? Proszę bardzo: koronawirus rozprzestrzenia się drogą kropelkową więc potrzebne będą maseczki. Dzwonimy do najbliższej apteki i pytamy czy mają? Mówią, że mają, ale popyt jest duży. Cholera, nie o to chodziło. Odkładamy słuchawkę i piszemy, że maseczki znikają z aptek. Efekt – ludzie pędzą kupować maseczki, a cwaniacy żerując na epidemii niebotycznie podnoszą ich ceny. Idźmy dalej. W mediach pokazano puste półki we włoskich marketach. I co się dzieje? Zwariowaliśmy i ruszyliśmy na podbój ryżu i makaronu. A ja wam powiem więcej - w Australii wykupują papier toaletowy i żeby było sprawiedliwie i wszyscy mogli się podetrzeć, wprowadzono limity sprzedaży. Jedna osoba może kupić tylko 4 opakowania. O zgrozo, świat zwariował. Nie myślcie, że jest mi on obojętny, albo, że lekceważąco podchodzę do koronawirusa. Problem jest poważny, ale czy nie nazbyt nakręcony? I czy muszą nas zewsząd straszyć? 3 marca WHO podało, że około 3,4 proc. zachorowań na koronawirusa kończy się śmiercią. Czy to jest tak gigantycznie dużo? Dla kogoś, kto stracił bliskiego na pewno. Ale w skali zachorowalności jest to jednak niewielki odsetek. Wiem, że w nim możesz znaleźć się i ty i ja, ale czy warto aż tak bardzo panikować? Może lepiej skupmy się na tym, jak nie zarażać. Bo my Polacy, tak szczerze to gdzieś mamy innych. Smarkam, kasłam i ze szklistymi od gorączki oczami zasuwam do pracy, no bo przecież mi pojadą po pensji, a co tam inni niech cierpią jak się zarażą, liczę się tylko JA. Więc zaprowadzę dziecko do przedszkola, chociaż smarki wiszą mu aż do brzucha, niech zaraża , bo ja muszę być w pracy, żeby nie stracić kaski. Ot matki i ojcowie od siedmiu boleści. Ludzie kochani, żyjcie i dajcie żyć innym! A przede wszystkim nie dajmy się zwariować. O ile mniej zachorowań byłoby, gdyby osoby przyjeżdżające z terenów o podwyższonym ryzyku zamknęły się w czterech ścianach zamiast „bohatersko” chodzić wśród ludzi. Nie dajmy się zwariować i bardzo uważajmy na osoby, które żerują na koronawirusie. Niestety, dziennikarze stanowią ich czołówkę.

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów